Posty

Rozdział dziesiąty

  Richard   To był naprawdę przyjemny wieczór. Prawie zapomniałem jak to jest oderwać się od narastających problemów i obowiązków. Kiedy współpracowałem z Bruce’em wszystko wyglądało inaczej, miałem więcej swobody i wolnego czasu. To mój ojciec zajmował się całą papierkową robotą, planowaniem treningów, udoskonalaniem sprzętu i wszystkim innym. Jakby tego było mało na głowie miał wychowanie i szkolenie nie tylko mnie, ale również Jason’a i Timothy’ego. Zawsze go podziwiałem, ale teraz kiedy poznałem znaczenie bycia liderem i brzemienia, które się z tym wiąże mój szacunek do niego wzrósł jeszcze bardziej, choć nie przypuszczałem, że jest to możliwe. Po tak długiej przerwie od wszelkiego rodzaju wypadów na miasto dziwnie było mi poruszać się nierozpoznawalnie wśród tłumu. Kori zdawała się nie mieć z tym żadnego problemu. Zwykłe ziemskie ubrania wyglądały na niej idealnie – zresztą jak wszystko. Lawirowała między ludźmi z uniesioną głową, narzucając mi zawrotnie szybkie tempo. O d

Rozdział dziewiąty

Garfield   Spacerowałem wzdłuż plaży, moje bose stopy zapadały się w nagrzanym piasku, utrudniając kroki. Po rozmowie z Victorem wszystko wyglądało inaczej. Nagle wszechświat stał się przychylniejszy, a ja przynajmniej chwilowo uwolniłem się od lęku przed stratą. Chciałem spojrzeć na wszystko optymistycznie i zacząć oddychać pełną piersią, ale mutacje nadal nie dawały mi wytchnienia. Coraz częściej kręciło mi się w głowie, przez co czasami się zataczałem. Myślę, że zawroty głowy mogły być spowodowane wzrokiem, który nagle się wyostrzał i zachodził mgłą. Poza tym świerzbiło mnie całe ciało. Serio, mógłbym zedrzeć z siebie skórę, przy czym jednocześnie bolał mnie każdy dotyk. Nie wspominając już o zapachach, których nie mogłem znieść. Nieistotne czym pachniało, po prostu wszystko co zjadłem podchodziło mi do gardła. Krótko mówiąc każdy zmysł dawał mi popalić, a ja dostawałem już na głowę. Najchętniej upadłbym w ten piach i czekał, aż zabierze mnie przypływ. Szczególnie nocami Ocean wyd

Rozdział ósmy

Victor Silas wpatrywał się we mnie intensywnie. Byłem ciekawy o czym myślał, chociaż znając jego upodobania do niszczenia mi życia, z pewnością nie było to coś, o czym chciałbym wiedzieć. Ominąłem go i usiadłem do komputera. Palcem wskazującym podpiąłem się do sieci od razu uruchamiając potrzebne pliki. Kątem oka spojrzałem na zafascynowanego ojca. Zastanawiał mnie powód jego zainteresowania. Chociaż chciałem to wyprzeć, dokładnie pamiętałem sposób w jaki mnie oglądał zaraz po cudownym uratowaniu mi życia. Ojciec przysunął sobie krzesło tuż obok mnie, poprawił osunięte okulary i zmrużył oczy. Zacząłem opowiadać co gnębi mojego przyjaciela. Starałem się nie pominąć żadnego szczegółu i jak najdokładniej nakreślić zmiany zachodzące w organizmie Garfielda podczas różnych stanów psychicznych i fizycznych. Wszystko miało jakieś znaczenie. Kiedy skończyłem Silas popatrzył na mnie, oderwał dłoń od podbródka i stwierdził, że musi się napić kawy. – Chodźmy. – zarządził – Niedaleko jest stołó