Posty

Rozdział dziewiąty

Garfield   Spacerowałem wzdłuż plaży, moje bose stopy zapadały się w nagrzanym piasku, utrudniając kroki. Po rozmowie z Victorem wszystko wyglądało inaczej. Nagle wszechświat stał się przychylniejszy, a ja przynajmniej chwilowo uwolniłem się od lęku przed stratą. Chciałem spojrzeć na wszystko optymistycznie i zacząć oddychać pełną piersią, ale mutacje nadal nie dawały mi wytchnienia. Coraz częściej kręciło mi się w głowie, przez co czasami się zataczałem. Myślę, że zawroty głowy mogły być spowodowane wzrokiem, który nagle się wyostrzał i zachodził mgłą. Poza tym świerzbiło mnie całe ciało. Serio, mógłbym zedrzeć z siebie skórę, przy czym jednocześnie bolał mnie każdy dotyk. Nie wspominając już o zapachach, których nie mogłem znieść. Nieistotne czym pachniało, po prostu wszystko co zjadłem podchodziło mi do gardła. Krótko mówiąc każdy zmysł dawał mi popalić, a ja dostawałem już na głowę. Najchętniej upadłbym w ten piach i czekał, aż zabierze mnie przypływ. Szczególnie nocami Ocean wyd

Rozdział ósmy

Victor Silas wpatrywał się we mnie intensywnie. Byłem ciekawy o czym myślał, chociaż znając jego upodobania do niszczenia mi życia, z pewnością nie było to coś, o czym chciałbym wiedzieć. Ominąłem go i usiadłem do komputera. Palcem wskazującym podpiąłem się do sieci od razu uruchamiając potrzebne pliki. Kątem oka spojrzałem na zafascynowanego ojca. Zastanawiał mnie powód jego zainteresowania. Chociaż chciałem to wyprzeć, dokładnie pamiętałem sposób w jaki mnie oglądał zaraz po cudownym uratowaniu mi życia. Ojciec przysunął sobie krzesło tuż obok mnie, poprawił osunięte okulary i zmrużył oczy. Zacząłem opowiadać co gnębi mojego przyjaciela. Starałem się nie pominąć żadnego szczegółu i jak najdokładniej nakreślić zmiany zachodzące w organizmie Garfielda podczas różnych stanów psychicznych i fizycznych. Wszystko miało jakieś znaczenie. Kiedy skończyłem Silas popatrzył na mnie, oderwał dłoń od podbródka i stwierdził, że musi się napić kawy. – Chodźmy. – zarządził – Niedaleko jest stołó

Rozdział siódmy

Victor Z samego rana wsiadłem do T-car’a i opuściłem wyspę. Napomknąłem coś Dickowi o tym, że mam kilka spraw do załatwienia i raczej nie będzie mnie cały dzień. Chciałem w ten sposób oszczędzić mu czasu na namierzanie mnie w razie nagłej akcji i uniknąć zamartwiania się Star. Garfield wie tyle, ile moim zdaniem powinien wiedzieć żeby nie wszczynać awantury o ten cały wyjazd. Powoli przemierzałem ulice Jump City, aż wyjechałem z miasta. Specjalnie wybrałem dłuższą drogę żeby mieć czas na poukładanie sobie niektórych spraw w głowie. Zerknąłem na jezdnię, świat wokół wydawał się stać w miejscu. Byłem jednym z nielicznych samochodów poruszających się po drodze. Zacząłem przeskakiwać po radiostacjach aż trafiłem na satysfakcjonującą muzykę. Taką, przy której można wsłuchać się we własne myśli. Rozsiadłem się wygodniej w fotelu. Przede mną była długa droga, a tej nocy nie spałem najlepiej. Wspomnienia sprzed kilku lat nie pozwalały mi zmrużyć oka, a jednak właśnie zmierzałem na spotk

Rozdział szósty

Victor Całe popołudnie ślęczałem nad wynikami Garfielda. Byłem tak skupiony na niezrozumiałych zmianach, które zachodziły w jego organizmie, że całkowicie zapomniałem o reszcie świata. Odnotowałem tylko Starfire, która cicho wleciała do skrzydła z obiadem na tacy. Jak się domyślałem zdążyła przeszukać całą wieżę nim przyszła jej na myśl część szpitalna. I Richarda, który przyszedł z rozciętą dłonią w poszukiwaniu apteczki, próbując przy tym wyglądać na niezainteresowanego tym, co tak bardzo przykuło moją uwagę. Wreszcie opadłem zrezygnowany na fotel, chwytając w dłonie puszkę z zimnym napojem gazowanym. Wziąłem kilka dużych, szybkich łyków, aż zmroziło mi mózg. Obróciłem ją w dłoniach. Nie byłem w stanie stwierdzić jak się tu znalazła. Mogłem jedynie zgadywać, że to Kori podrzuciła mi ją, kiedy sprawdzała czy nadal siedzę wgapiony w monitor. I gdybym miał ludzkie dłonie, dałbym sobie jedną uciąć, że faktycznie przyszła to sprawdzić. Uśmiechnąłem się na samą myśl o jej opiekuńczości